Pomimo zapewnień o pełnej anonimowości, okazało się, że jedno z popularnych rozszerzeń do przeglądarki za nic ma naszą prywatność i chętnie dzieli się nią ze światem.
Surfowanie po sieci bez przeglądarki wyposażonej w szereg dodatków jak np. bloker reklam wydaje się w dzisiejszych czasach pewnym masochizmem. Nie tylko znacznie poprawiają one nasz komfort, ale również potrafią zwiększać bezpieczeństwo. Użytkownicy Google Chrome w ostatnim czasie upodobali sobie FreeVPN.One, a więc wtyczkę mającą dbać o ich prywatność. Niestety kolejny raz okazało się, że jeśli coś jest za darmo to my jesteśmy produktem.
Twórcy zapewniają, że nigdy by czegoś takiego nie zrobili

Pomimo sporej liczby pozytywnych ocen – dodatek może pochwalić się średnią 3,8 gwiazdek, mamy tu do czynienia z oprogramowaniem szpiegującym. FreeVPN.One bowiem robił zrzuty ekranu odwiedzanych przez nas stron internetowych, a następnie wysyłał je w świat. Gdzie konkretnie? Tego nie wiadomo, jednak od dawna krążą pogłoski o powiązaniu twórców z Chinami. Odbywało się to w dokładnie 11 sekundzie po odwiedzeniu witryny.
Skanowane było wszystko. Oznacza to, że łupem padły nie tylko nasze maile, stan konta w banku czy preferencje w różnych dziedzinach, ale również rozmowy ze sztuczną inteligencją czy frazy wpisywane w wyszukiwarki. Specjaliści, którzy przyjrzeli się sprawie twierdzą ponadto, że rozszerzenie wymaga nadmiernych uprawnień, a podczas uruchamiania pobiera informacje o lokalizacji i urządzeniu – te również były „gdzieś” wysyłane.
Twórcy po skonfrontowaniu ich z tymi zarzutami stwierdzili, że te funkcjonalności zostaną wyłączone w przyszłych wersjach programu i zapewniają, że zrzuty ekranu nie są nigdzie przechowywane ani wysyłane. Gdy poproszono ich jednak o przedstawienie na to jakichś dowodów, przestali odpowiadać na maile. Co gorsze, FreeVPN.One jest obecnie polecany przez Google, a nawet posiada oznaczenie „zweryfikowano”.

Najnowsze Komentarze