Nie ma chyba w Polsce fana fantastyki, który nie znałby uniwersum stworzonego przez Andrzeja Sapkowskiego. Tym samym, gdy tylko zobaczyłem nową grę z „The Witcher” w nazwie, momentalnie się na nią rzuciłem. Ale czy Brytyjczycy wiedzą cokolwiek o Geralcie?
Nerial to niewielkie, brytyjskie studio założone w 2013 roku – w jego skład wchodzi obecnie 10 osób. Mimo tego ich dorobek jest zaskakująco okazały, chociaż większość produkcji jest raczej mała. Wśród nowszych i lepiej przyjętych tytułów warto wspomnieć o „Card Shark” z 2022 roku, ale dużo bardziej rozpoznawalna okazała się średniowieczna gra karciana „Reigns” z 2016 roku. I to właśnie na niej się skupimy. W ostatnich latach doczekała się ona bowiem wielu wariacji (m.in. „Gra o Tron”), a ostatnia powstała we współpracy z CD Projekt RED.
Mechanika
Jak się w ogóle w to gra? Seria Reigns to nietypowa gra strategiczno-karciano-narracyjna. Wcielamy się w z góry określoną postać (oryginalnie w średniowiecznego monarchę), która podejmuje decyzje, odpowiadając na kolejne wydarzenia przedstawione w formie kart. Każdą kartę można przesunąć w lewo lub w prawo, co symbolizuje różne wybory – na przykład zgodę lub odmowę. W ten sposób gracz wpływa na dalsze losy i relacje z określonymi grupami ludzi.
Mechanika gry jest prosta, ale prowadzi do wielu zaskakujących konsekwencji. Każda decyzja zwiększa lub zmniejsza jeden z czterech wskaźników na górze ekranu, a zapełnienie lub opróżnienie któregokolwiek z nich kończy się naszą śmiercią. Jeśli przeżyjemy dłużej niż wcześniej, odkryjemy nowe postacie czy wykonamy określone cele (np. damy się oszukać mordercy), to dostajemy nowe karty zmieniające rozgrywkę.
Fabuła

Jeśli liczycie na rozbudowaną fabułę w stylu opowiadań Andrzeja Sapkowskiego czy gier od CD Projekt RED, to niestety się zawiedziecie. Jest ona tutaj szczątkowa i pełni rolę drugoplanową. Wstęp w Reigns: The Witcher to Jaskier i Geralt w karczmie, gdzie znany wszystkim bard opowiada (nie do końca) prawdziwe historie o wiedźminie. Każda rozgrywka to inna historia, nie są one powiązane ze sobą, a chociaż konkretne karty mają jakiś wspólny wątek (np. skryba-morderca), tak ich zestawy nie tworzą spójnej całości.
Trzeba jednak podkreślić, że Brytyjczycy bardzo dobrze rozumieją setting. Jest tutaj masa mniejszych i większych odniesień do książek oraz gier, a część z nich wcale nie jest oczywista. Mimo wszystko nie trzeba znać żadnego wcześniejszego medium, by dobrze się bawić. A wspomniane wcześniej wskaźniki, czyli relacje z ludźmi, nieludźmi, czarodziejami i droga łowcy potworów, będą zrozumiałe dla każdego.
Oprawa audio-wizualna

Grafika w Reigns jest minimalistyczna, ale jednocześnie charakterystyczna i łatwo rozpoznawalna. Postacie oraz wydarzenia przedstawiono w formie stylizowanych grafik 2D. Dominują stonowane kolory, wyraźne kontury i uproszczone kształty, dzięki czemu całość jest czytelna i pasuje do mechaniki szybkiego podejmowania decyzji. Interfejs pozostaje przejrzysty, a wizualne symbole pomagają zrozumieć konsekwencje wyborów.
Warstwa dźwiękowa jest… problematyczna. Postacie nic nie mówią – mowa o bełkocie prostszym niż ten z serii The Sims. Wszystkie dialogi i opisy są tekstowe, a do wyboru jest wiele języków. Jakość spolszczenia stoi na wzorowym poziomie. Efekty dźwiękowe są proste, ale przyjemne. Najbardziej przypadła mi do gustu muzyka w tle, ale powód tego jest banalnie prosty – to kilka znanych już mi piosenek wyjętych z „Wiedźmin 3: Dziki Gon” od CDPR.
Rozgrywka i satysfakcja

Na start przyznam się bez bicia – Reigns: The Witcher było moim pierwszym zetknięciem z serią. Zwabiła mnie tutaj nie sama karcianka, a Wiedźmin. To oczywiście rzutuje na moje wrażenia z gry, bo fan tego typu mechaniki będzie miał zupełnie inne odczucia. Gra w przystępny sposób wyjaśnia „co robić” i zasadniczo po 2-3 minutach już wszystko wiadomo. Rozgrywka jest prosta, a producent zaleca zabawę na smartfonie, handheldzie lub z użyciem kontrolera. Można jednak też grać na PC z pomocą myszki i klawiatury.
Niestety, zdecydowanie nie jestem fanem tego, co oferuje Reigns. I bynajmniej nie jest to wina tej konkretnej części. To gra „przygodowa”, a nie RPG – nie mamy tutaj żadnego rozwoju postaci, żadnego ekwipunku, a walki są prostsze niż kamień-papier-nożyce. Pojedyncza sesja zajmuje od kilku do kilkunastu minut, a całość można przejść w kilka godzin. To wygląda bardziej jak gra flash z dawnych lat czy tytuł „na kibelek”. Nawet brak tutaj jakiejś większej ciągłości fabularnej, wygląda to jak średniowieczny Tinder z przesuwaniem prawo-lewo.

Podsumowanie
Przyznam szczerze, że do spisania tego tekstu zabierałem się jak pies do jeża. I to mimo tego, jak krótka jest to gra. Z jednej strony Reigns: The Witcher tworzyli ludzie „czujący” Wiedźmina – od muzyki, przez drobne smaczki, aż po postacie w grze (tak, jest Yen i Triss!). Wrażenie robi też fakt, jak niewielkie studio za to odpowiada. Niestety, sama gra nie sprawiała mi przyjemności i nie miałem ochoty do niej wracać. Podobne odczucia miało dwóch moich znajomych, równie dużych fanów świata Andrzeja Sapkowskiego.
Reigns: The Witcher broni się trzema czynnikami – po pierwsze niska cena, bo to tylko 24,99złotych. Po drugie świetne spolszczenie, a po trzecie absurdalnie niskie wymagania sprzętowe. Gra będzie płynnie działać na ziemniaku, nawet jeśli macie starego i taniego laptopa. Czy poleciłbym ten tytuł zapalonym graczom komputerowym? Nie. To raczej propozycja dla osób, które mają mało wolnego czasu i szukają czegoś szybkiego, krótkiego i prostego na smartfona czy Steam Decka. Mimo wszystko warto dać jej szansę.
Reigns: The Witcher
To kolejna już odsłona serii przygodowych karcianek, rozpoczętej w 2016 roku. Tym razem w świecie Andrzeja Sapkowskiego. Oprawa wizualna jest minimalistyczna, muzyka świetna bo pochodzi z Wiedźmina 3: Dziki Gon, a całość całkowicie po polsku. Fabuła jest jednak prosta, a rozgrywka szybka i krótka. To bardziej gra mobilna/flashowa, niż tytuł na PC. Jest tania, a wymagania sprzętowe niewielkie.

Najnowsze Komentarze