Mały laptop w przystępnej cenie brzmi jak dobry kompan na wyjazdy. Jak jednak taki sprzęt znosi codzienne użytkowanie? Czy gdzieś ukryty jest haczyk? Sprawdzamy CHUWI MiniBook X z procesorem Intela po ponad roku od zakupu.
Podczas wyjazdów każdy dodatkowy kilogram w bagażu ma znaczenie. Dotyczy to również komputera, który często zabieramy tylko po to, by odpisać na e-maile, przejrzeć internet czy trochę popracować. W takich zastosowaniach niewielkie wymiary i wygodna klawiatura potrafią być ważniejsze od wysokiej wydajności. Właśnie do tej grupy użytkowników próbuje trafić firma CHUWI ze swoim MiniBookiem X. Chińczycy zamknęli pełnoprawny komputer z Windowsem 11 w kompaktowej obudowie z ekranem obracanym o 360°, a całość można było kupić za kwotę porównywalną z ceną tabletu średniej klasy. Taka propozycja skusiła również mnie – w maju 2025 roku zamówiłem na AliExpress własny egzemplarz. Dzisiaj, oprócz wyników testów, mogę już powiedzieć więcej o jego zaletach, ograniczeniach i trwałości.
Czterordzeniowy procesor i 12 GB pamięci RAM

MiniBook X przypomina, że między tabletem a typowym laptopem jest jeszcze miejsce na coś pośrodku. Entuzjaści nazywają tę grupę urządzeń UMPC, czyli Ultra-Mobile PC. Testowany komputer ma ekran o przekątnej 10,51″, obudowę o wymiarach 244 × 166 × 17 mm i masę zaledwie 920 g. Tym samym w torbie czy plecaku zostaje sporo miejsca na inne rzeczy – książki, aparat czy w przypadku krótkiej podróży zagranicznej ubrania.

Szara, aluminiowa obudowa wygląda przy tym całkiem schludnie. Jak wspomniałem wcześniej, zawiasy pozwalają obrócić ekran o 360°, dzięki czemu można korzystać z trybu „namiotu” albo tabletu. Tryb tabletu traktowałbym jednak bardziej jak dodatek: niemal kilogram w dłoniach i prawie 2 centymetry grubości czuć bardziej niż w plecaku czy na blacie stołu. Do przeglądania dokumentów czy oglądania filmu taka konstrukcja ma jednak sens.


Niestety, oszczędnie potraktowano złącza. Dostajemy tylko dwa USB 3.2 Gen 1 typu C (z trybem PD i DisplayPort) oraz gniazdo jack 3,5 mm. Nie ma USB typu A, HDMI, RJ-45 ani czytnika kart pamięci, więc do starszej myszy, pendrive’a czy zgrywania zdjęć przyda się przejściówka lub hub. Fotograf powinien uwzględnić go w podróżnym zestawie. Całość dopełniają Wi-Fi 6 (802.11ax) i Bluetooth 5.2, za które odpowiada karta sieciowa Intel AX201. Na wbudowane głośniki czy kamerę nie można narzekać, ale nie ma też ich co chwalić.

Na tej klawiaturze można normalnie pisać
Klawiatura to jedna z mocniejszych stron CHUWI. Jest wygodna, ma regulowane białe podświetlenie i pozwala sprawnie pisać dłuższe teksty. Oczywiście rozmiar obudowy wymusza ciaśniejszy układ, a miejsca pod nadgarstkami nie ma wiele. Trzeba się chwilę przyzwyczaić, ale nie jest to klawiatura wyłącznie do wpisania hasła i adresu strony.

Gładzik także wypada dobrze, jeśli oceniamy go w kontekście gabarytów całego urządzenia. Jest dość duży (82 x 46 mm) jak na tak mały komputer i wystarcza do codziennej obsługi bez wyciągania myszy. Pomaga również dotykowy ekran. Przewijanie dokumentów palcem czy wskazywanie elementów interfejsu przydają się także w zwykłym trybie laptopa.

Dobry format ekranu, ale dziwne 50 Hz
Matryca IPS ma rozdzielczość 1920 × 1200 pikseli i proporcje 16:10. Na tej przekątnej obraz jest ostry, a dodatkowa przestrzeń w pionie przydaje się podczas czytania stron, dokumentów i pisania. Skalowanie Windowsa pomaga zachować czytelność drobnych elementów interfejsu.
Błyszcząca powierzchnia potrafi za to zbierać odbicia oraz odciski palców. To ekran, z którym łatwiej dogadać się w pomieszczeniu niż na zewnątrz w słoneczny dzień. Sam rozmiar również ma swoje ograniczenia: jeden dokument wygląda dobrze, ale praca w dwóch oknach obok siebie wymaga już sporej tolerancji.

Najbardziej osobliwy szczegół to fabryczne odświeżanie wynoszące zaledwie 50 Hz. Widać to przede wszystkim przy przewijaniu stron i przesuwaniu kursora. Na szczęście pod Windowsem można stosunkowo łatwo dodać tryb 60 Hz, korzystając z Custom Resolution Utility, czyli CRU. W wybranych egzemplarzach możliwe jest nawet 90 Hz. To jednak zależy od zastosowanego panelu: wyższe odświeżanie nie jest gwarantowaną funkcją każdej sztuki. Trzeba też pamiętać, że wyższe odświeżanie będzie szybciej drenować akumulator.

Intel N150 wystarcza do codziennego użytkowania
W sprzedaży są dwa warianty – jeden z Intel N100, drugi z Intel N150. Ja sięgnąłem po „mocniejszy” z nich, chociaż to raczej podstawowy procesor. Mówimy o układzie z rodziny Twin Lake, który debiutował na początku 2025 roku. Wykonano go w litografii Intel 7, czyli procesie klasy 10 nm. Do naszej dyspozycji są 4 rdzenie i 4 wątki z taktowaniem do 3,6 GHz.

Towarzyszy mu zintegrowany układ graficzny Intel UHD Graphics (24 EU, to jeszcze czasy Alder Lake) oraz 12 GB pamięci LPDDR5 pracującej z efektywną szybkością około 4800 MT/s. RAM jest wlutowany, więc kupując tę wersję, trzeba zaakceptować jej pojemność na cały okres użytkowania. Nie ma możliwości wymiany czy dołożenia modułu.

Do przeglądania internetu, poczty, nauki oraz pracy z pakietem biurowym taki zestaw wystarcza. Trzeba jedynie mieć realistyczne oczekiwania: duże aktualizacje w tle, wiele kart przeglądarki i kilka wymagających programów naraz szybko przypominają, że N150 to procesor budżetowy – zasadniczo nowszy odpowiednik popularnych kiedyś Atomów.
| Test | Wynik |
| PCMark 10 (Ogólny) | 3463 pt |
| PCMark 10 Essentials | 6098 pt |
| PCMark 10 Productivity | 6679 pt |
| PCMark 10 Digital Content Creation | 2769 pt |
| Cinebench 2026 (Jeden wątek) | 222 pt |
| Cinebench 2026 (Wiele wątków) | 718 pt |
| CPU-Z (Jeden wątek) | 363 pt |
| CPU-Z (Wiele wątków) | 1243 pt |
| 3DMark CPU Profile (Jeden wątek) | 403 pt |
| 3DMark CPU Profile (Wiele wątków) | 1283 pt |
Najlepiej wypadają zadania biurowe, znacznie gorzej cięższa twórcza praca. Pojedyncze zdjęcie można poprawić, ale obróbka większych paczek RAWów wymaga już sporo cierpliwości. Generowanie podglądów, nakładanie zmian i eksport nie są zadaniami, które ten maluch załatwi od ręki. Do okazjonalnej pracy w podróży może wystarczyć; jako główny komputer fotografa będzie po prostu męczący.

SSD to prawdopodobnie największa słabość laptopa
W zestawie z CHUWI MiniBook X dostajemy nośnik półprzewodnikowy w standardzie M.2 2280. W naszym przypadku to AirDisk 512 GB, czyli propozycja PCI Express 3.0 x4. Trafiają się jednak też egzemplarze z Netac G938E. Na pierwszy rzut oka nie wygląda źle: w CrystalDiskMark najwyższy odczyt sekwencyjny wyniósł 2966 MB/s, a zapis 2724 MB/s. Dotyczy to głównie mniejszych plików, jak 16 MB i 1 GB.
Sytuacja diametralnie zmienia się przy większych plikach, m.in. próbce 32 GB. Odczyt spada do 1899 MB/s, a zapis do zaledwie 273 MB/s. Większe operacje ujawniają więc budżetowy charakter nośnika, którego nie należy oceniać wyłącznie po krótkim teście.

Do uruchamiania Windowsa, przeglądarki czy dokumentów dysk jest wystarczający. Przy kopiowaniu dużych zbiorów danych i pracy na zdjęciach potrafi jednak dołożyć swoje do czasu oczekiwania. W tej cenie da się go zaakceptować, ale trudno go chwalić. Na szczęście można go łatwo wymienić na lepszy i/lub większy – wystarczy odkręcić 8 śrubek pokrywy dolnej i dostajemy pełen dostęp do SSD.

Starsze gry tak, ale o tytułach AAA można zapomnieć
Zintegrowany układ graficzny (tzw. iGPU) pozwala uruchamiać starsze gry, mniej wymagające produkcje niezależne i popularne tytuły sieciowe. Niestety, to zdecydowanie nie jest demon wydajności. Po pierwsze mówimy o starszej architekturze, a po drugie dużym hamulcem jest tylko 12 GB pamięci RAM typu LPDDR5-4800 w trybie single channel. I to z dość wysokimi opóźnieniami, których nie można ręcznie zmienić w BIOSie(CL 52-44-44-104).
| Test graficzny | Wynik |
| 3DMark Night Ride | 5489 pt |
| 3DMark Wild Life | 3595 pt |
| 3DMark Wild Life Extreme | 1024 pt |
| 3DMark Steel Nomad Light | 318 pt |
A jak to dokładnie wygląda w nowszych grach? Full HD odpada. W większości przypadków trzeba znacząco obniżyć rozdzielczość i zdecydować się na najniższe ustawienia graficzne. Na szczęście 720p na 10-calowym ekranie nie wygląda źle. Cyberpunk 2077 jest całkowicie niegrywalny – mówimy o maksymalnie 15 FPS. Ale Wiedźmin 3: Dziki Gon czy Mass Effect: Edycja Legendarna są już na granicy, bo da się dobić do 30 FPS.
Lepiej jednak sięgać po starsze produkcje – w Grand Theft Auto V, Cywilizacji VI czy FIFAch bez problemu zobaczymy 60 FPS. World of Warcraft, Counter-Strike 2 i Fortnite też są w zasięgu, chociaż ze spadkami w bardziej intensywnych momentach. Z League of Legends nie ma żadnego problemu, nawet na wyższej rozdzielczości.

Cichy i dość chłodny, ale ładowarkę warto zabrać
Na duży plus zaliczam kulturę pracy. MiniBook X działa cicho i podczas lekkich zadań nie zwraca na siebie uwagi. Zależnie od obciążenia będzie to 31-37 dB(A), a więc w większości przypadków poniżej głośności otoczenia. Po ponad roku nie pojawiło się też irytujące terkotanie ani pogorszenie jego pracy. Wypada jednak podkreślić, że w sieci pojawiają się doniesienia o egzemplarzach z piszczącymi cewkami, ale to raczej pojedyncze przypadki.
Bateria ma pojemność 28,88 Wh. Co to oznacza? Przy korzystaniu z Windowsa 11, trybu zrównoważonego oraz podświetlenia ekranu na 100% uzyskałem nieco ponad 4 godziny przy pracy biurowej i surfowaniu po sieci, taki sam wynik przy oglądaniu filmów i około 1,5 godziny przy graniu w gry. Oczywiście można to mocno zwiększyć poprzez obniżenie jasności czy wybranie trybu „Najlepsza efektywność energetyczna”.

A co z temperaturami? Jest OK. Zastosowany procesor ma TDP na poziomie 6 W. To niewiele, ale układ chłodzenia też jest prosty – jedna rurka cieplna, niewielki wentylator i miniaturowy, acz miedziany radiator. Pod pełnym i długotrwałym obciążeniem procesora zanotowałem maksymalnie 81°C. Obudowa od spodu robi się wtedy wyraźnie ciepła, ale nie parzy kolan. W grach czy podczas pracy jest to zdecydowanie mniej – CPU osiąga około 48-57°C.
Moim zdaniem taki wynik jest bardzo dobry, zwłaszcza biorąc pod uwagę rozmiar i masę CHUWI MiniBook X. Zdarzało mi się testować znacznie większe, cięższe i droższe laptopy, które oferowały gorsze wyniki (chociaż oczywiście wyższą wydajność). Trzeba też pamiętać, że w grę wchodzi ładowanie z powerbanku lub za pomocą standardowej ładowarki do smartfona. A więc nawet podczas długiej podróży nie zostanie z rozładowanym sprzętem.

Za 1300 zł kupiłbym ponownie
Największym argumentem za tym CHUWI jest cena, za którą można go było dostać. Za około 1200-1400 zł MiniBook X z AliExpress był bardzo sensowną propozycją dla osoby szukającej małego, dodatkowego komputera. Mój egzemplarz spełnił swoje zadanie, a ponad rok bezproblemowego działania tylko umacnia tę ocenę.
Niestety, dzisiaj sytuacja zakupowa wygląda mniej korzystnie. Wersję z procesorem N150 trudno znaleźć, a CHUWI promuje wariant z mocniejszym (i bardziej prądożernym) układem Intel U300. Posiada on co prawda 16 GB pamięci RAM, ale wolniejszego typu – LPDDR4X. Co gorsza, oferowany jest za ponad 2000 zł. Powód? Szaleństwo na sztuczną inteligencję. Wywołało ono presję na kości (LP)DDR5, które trafiają do centrów AI. CHUWI musiało więc sięgnąć po to, co jest dostępne i tańsze, bo starsze.

Podsumowując, MiniBook X ma wyraźne ograniczenia – głównie słaby SSD i niewielki zapas wydajności. Jednak ma też duże plusy: bardzo poręczny format, wygodną podświetlaną klawiaturę, dotykowy ekran i cichą pracę. Do internetu, nauki, pisania i lekkich zadań w podróży to udany sprzęt. Do gier czy AI już niekoniecznie. Tak czy siak, ja swojego zakupu nie żałuję. Jeśli gdzieś go jeszcze dorwiecie – lub zbliżoną konstrukcję innego producenta – to warto.
| Plusy: | Minusy: |
| Podświetlana i wygodna klawiatura | Niska wydajność CPU oraz iGPU |
| Metalowa, kompaktowa obudowa | Słaba dostępność w sprzedaży |
| Bardzo dobra kultura pracy | Ekran fabrycznie ma 50 Hz |
| Dobre temperatury | Ograniczona liczba złączy |
| Wymienne SSD (M.2 2280) | Dość wolne SSD |
| Dobry czas pracy | |
| Dotykowy ekran | |
| Niska cena |

Najnowsze Komentarze