Tajwańczycy inwestują grube miliardy dolarów i uwijają się w pocie czoła, budując kolejne FABy oraz linie produkcyjne. To jednak wciąż zbyt mało – popyt jest ogromny.
Dzięki szeregowi finansowych zachęt rządu USA, TSMC zdecydowało się poczynić ogromne inwestycje na terenie tego kraju, a nawet zezwolić w tamtejszych fabrykach na produkcję krzemowych wafli w najnowocześniejszych litografiach. Niestety, to wciąż za mało by zaspokoić potrzeby amerykańskich firm. Na obecną chwilę zakład znajdujący się w Arizonie może ugasić pragnienie Amerykanów w jedynie 7%, a głównym winowajcą takiego stanu rzeczy mają być wszechobecne regulacje.
Rząd USA ewidentnie faworyzuje tajwańskiego giganta

Szereg przepisów, które Tajwańczycy muszą spełnić ma negatywnie wpływać na rozwój i być bezpośrednią przyczyną opóźnień we wdrażaniu kolejnych projektów. Opinię to zdaje się potwierdzać sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych – Scott Bessent. Stwierdził on, że kontrole lokalnych inspektorów faktycznie mogą być dla firmy dość męczące. Ale występuje tu ciekawa sytuacja, jawnie świadcząca o tym, jak bardzo amerykanom zależy na TSMC. Sam Donald Trump zapowiedział bowiem, że przyjrzy się sprawie i zadba o ty, by Tajwańczycy mogli rozwijać swoje zakłady w spokoju – co jest faworyzacją w stosunku do chociażby Intela.
Stany Zjednoczone odgrywają coraz większą rolę w globalnej strategii TSMC, a to że produkowanych tam chipów sankcje nie dotyczą, bardzo pozytywnie wpływa na zyski giganta. Fakt, że Tajwańczycy planują rozpocząć w Arizonie produkcję krzemowych wafli w litografii 1,6 nm tylko mocniej to podkreśla. W dodatku sami Amerykanie zdają się mocno ufać TSMC, przekładając ich rozwiązania nad ofertę Samsunga czy rodzimego Intela.

Najnowsze Komentarze