Sprzęt jeszcze nie trafił do pierwszych konsumentów, a już pojawiają się problemy i matactwa. Mimo wysokiej ceny, nowe gry będą ograniczone do 1080p lub 30 FPS.
Od czasu zapowiedzi Steam Machine minęło ponad pół roku, jednak dopiero kilka dni temu Valve zdradziło ceny i uruchomiło zapisy do przedsprzedaży. Reakcję społeczności trudno nazwać pozytywną – oferowana specyfikacja trąci już myszką w 2026 roku, a na dodatek jest po prostu drogo. Podstawowy model (bez kontrolera!) wyceniono na 4389 złotych, a więc drożej niż składając podobne Mini PC samemu. I wygląda na to, że to nie jedyny problem.
Im więcej się dowiadujemy, tym gorzej to wygląda

Amerykanie zmienili cichaczem opis Steam Machine na oficjalnej stronie produktowej. Wcześniej przy sekcji CPU & GPU widniała informacja o „graniu w 4K przy 60 FPS dzięki FSR”. Teraz zaś usunięto dopisek o klatkach na sekundę, ograniczając się do „Rozgrywka nawet w 4K z technologią FSR 4.1”. To jasno sugeruje, że obiecywane 60 FPS byłoby problemem, co nie powinno nikogo dziwić przy tylko 8 GB VRAM i starej architekturze AMD RDNA3.
Takie zachowanie pozostawia mocny niesmak. Zwłaszcza, że to nie jedyna dziwna decyzja – Steam Machine będzie m.in. trafiać do konsumentów losowo z jednym modułem 16 GB lub dwoma 8 GB. To przełoży się na wydajność i utrudni modernizację w przyszłości. Również ograniczenie TDP procesora i zaoferowania zasilacza 300 W jest kontrowersyjne. Oczywiście sprzęt się sprzeda, ale raczej nie będzie to hit, który zagrozi PlayStation czy Xboksowi.

Jeden komentarz
W takiej cenie to sobie to mogą w d..e wsadzić! Plejak lepszy!