Kto by się spodziewał, że gigant z Redwood City zdecyduje się na tak niecodzienny krok. Podczas produkcji nowego Battlefielda, pamiętano o posiadaczach słabszych PC.
Ci z nas którzy mieli okazję przetestować wersję beta nadchodzącej kontynuacji kultowej serii pierwszoosobowych strzelanek od Electronic Arts, mogli zauważyć pewną ciekawostkę w ramach opcji graficznych. Dokładniej, nie uświadczyliśmy tu jakiegokolwiek ray tracingu. Czyli technologii śledzenia promieni, wymagającej posiadania karty graficznej NVIDIA GeForce RTX 2000 lub nowszej – i to przeważnie z wyższego segmentu cenowego.
Technologiczny krok wstecz dla dobra ogółu

Redakcja serwisu Comicbook.com dopytała się Christiana Buhla, dyrektora technicznego w studiu Ripple Effect, o oficjalne stanowisko w tej sprawie:
Nie, nie będziemy mieć ray tracingu w dniu premiery gry i nie mamy też żadnych planów, aby wprowadzić go w najbliższym czasie. Zdecydowaliśmy się na to, ponieważ chcieliśmy skupić się na wydajności. […] mieć pewność, że cała nasza praca skoncentrowana będzie na jak najlepszej optymalizacji gry […]. Dlatego stosunkowo wcześnie podjęliśmy decyzję, że po prostu nie będziemy robić ray tracingu […], aby móc skupić się na wydajności dla wszystkich.
Christian Buhl, dyrektor techniczny Ripple Effect
Warto wspomnieć, że jest to swoisty krok wstecz dla serii. W końcu Battlefield V był jedną z pierwszych gier obsługujących ray tracing w 2018 roku. Trzy lata później, chłodno przyjęty Battlefield 2042 oferował jeszcze bardziej rozbudowane ray traced ambient occlusion. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Buhl ma rację – technologia ta jest wciąż w głównej mierze ciekawostką, z której cieszyć się może jedynie wąskie grono najzamożniejszych graczy.

Najnowsze Komentarze