Gigant z Cupertino ma oryginalny pomysł jak walczyć z niedoborami NAND i DRAM, a dodatkowo poprawić swoje wyniki. Stracą na tym jednak mniej zasobni konsumenci.
Według najnowszych doniesień Marka Gurmana z Bloomberga, Apple szykuje podobno znaczące zmiany w harmonogramie premier, a dokładniej w następnej generacji, czyli serii iPhone 18. Opóźnienie dotyczyć ma trzech tańszych modeli smartfonów. Zamiast tradycyjnie, jesienią 2026, telefony miałby pojawić się dopiero wiosną 2027 roku.
Sprytny plan czy wsadzenie kija we własne szprychy?

Na start pojawią się tylko warianty iPhone 18 Pro, iPhone 18 Pro Max oraz iPhone Fold. Na iPhone 18, iPhone 18e oraz (ewentualnie) iPhone Air 2 poczekamy dodatkowe pół roku. Oznaczałoby to, że najtańszy smartfon nowej generacji będzie kosztować przynajmniej 5799 złotych, bo na tyle w Polsce wyceniono właśnie iPhone 17 Pro w najbiedniejszej wersji.
Zmiana ta ma mieć na celu głównie odciążenie dostawców giganta z Cupertino, gdyż jesień jest porą roku, w której odbywa się najwięcej premier nowego sprzętu. Dochodzą do tego ogromne problemy z dostępnością pamięci DRAM i NAND. Na dodatek, miałoby to poskutkować bardziej równomiernym rozłożeniem przychodów w skali roku.
Teoretycznie nowy plan wydawniczy Apple wydaje się uzasadniony, choć ma kilka wad. Tegoroczny iPhone 17 okazał się niezwykle popularny wśród konsumentów – opóźnienie premiery następcy może poskutkować negatywnymi wynikami sprzedażowymi. Dochodzi również ryzyko kanibalizacji. Poprzez oddzielnie premier produktów podstawowych i klasy premium, Apple może zacząć konkurować samo ze sobą na rynku.

Najnowsze Komentarze